Opony zastąpiły wagony!
Ścieżki rowerowe, które powoli wpisują się w krajobraz Sompolna, budowane są na byłych terenach kolei wąskotorowej. Cieszy fakt, że na torowiska wraca ruch! Można przytoczyć małą rymowankę „Tam gdzie jeździły wagony, teraz pędzą opony”. Wielu mieszkańców Sompolna, okolic zapewne zna historię wymienionych terenów, lecz dla młodego pokolenia, a również dla przypomnienia warto kilka słów w tym temacie napisać. Kolej wąskotorowa jeździła na naszym trenie od roku 1914. Początkowo łączyła Dąbie n/Nerem z Piotrkowem Kujawskim, zbiegiem lat z Sompolna można było podróżować do Konina, Koła, Włocławka, Nieszawy, Kleczewa, Ślesina, Gniezna… szczegółową historię zakładu pracy, z którym związana była Wielkopolsko-Kujawska ziemia nie sposób w kilku zdaniach opisać, dlatego dzisiaj skupić chcę się na kilku ciekawostkach. Pomocnym dla mnie jest fakt, że przy stacji PKP w Sompolnie się urodziłem i wychowałem i co nieco pamiętam. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych rozwój motoryzacji w Polsce również w naszym terenie nie był jeszcze tak galopujący jak później, stad prócz roli przewoźnika towarowego „Sompoleńska kolej” pełniła rolę pasażerską! Dokąd, wyruszając ze stacji Sompolno, można było dojechać? Zacznę od kierunku, na którym powstała pierwsza rowerowa trasa -do Wierzbinka. Najczęściej mieszkańcy naszej Stolicy oraz okolicy wstając w nocy wykupując bilet wsiadali do pociągu osobowo towarowego jadącego o godzinie 1:22 do Nieszawy położonej w powiecie Aleksandrowskim w Województwie Kujawko Pomorskim. Nie zawsze jednak pasażerowie dojeżdżali do stacji końcowej, często sam będąc małym chłopcem z ojcem kolejarzem, miałem okazję się o tym przekonać. Opisywany pociąg mijając stacje: Wierzbinek następnie Janowice, Tomisławice dojeżdżał do Wójcina, tam w środku nocy około godziny 2 uprzejmy pan maszynista zatrzymywał się naprzeciw polnej drogi prowadzącej do dworca kolei normalnej w Piotrkowie Kujawskim. Po półgodzinnym marszu pociągi do Gdyni, Gdańska lub w stronę południową do Częstochowy czy Katowic czekały. Wagony w dużej mierze wypełnione były przez wycieczkowiczów, oraz studentów, uczniów dojeżdżających np. do Śląskich miast. Na ścieżce prowadzącej od Szkoły Podstawowej do ulicy 11 Listopada można dzisiaj spotkać rowerowe opony, rolki, deski, pieszych często z wózkami dziecięcymi . Czy aby na pewno jeździła tam kolei wąskotorowa? Oczywiście, że tak! Głośny gwizd parowozu używany przed przejazdami docierał nawet do „Sompoleńskiego rynku”. Pociągi jadące po dzisiejszej ścieżce wyjeżdżały ze stacji położonej na końcu ulicy Kolejowej, dalej przecinały ulicę Warszawską, mijając z lewej strony posiadłości pani Bednarskiej, zostawiając z tej samej strony kościółek „Na puszczy”, z prawej jeszcze dalej dzisiejsze osiedle 500lecia docierając do Szkoły Podstawowej. Niezmiernie cieszy, iż ten nowy odcinek pod rekreacyjne wypady do kwietnia 2021 roku ma być oddany do użytku. Dokąd lokomotywy parowe bądź spalinowe z jednym lub dwoma wagonami pasażerskimi pędziły? Często do Leśniczówki na jagody czy też grzyby miłośników zbierania woziły, natomiast gdy doskwierał upał, wielu chętnych dojeżdżało na plażę do Ślesina. W latach wcześniejszych (jak podaje archiwalny rozkład jazdy z roku 1946) wyjeżdżając z węzłowej stacji Sompolno o godzinie 4:00 odwiedzając takie miejscowości jak Ignacewo, Ślesin, Kleczew, Jabłonkę Słupecką, Bochlewo, Maliniec dojeżdżało się o 7:28 do Konina. Podróż trochę trwała, ale ile czasu na rozmowy, przemyślenia czy też drzemkę… Dla społeczności miasta, założonego w 1477 roku niezwykle ważnym był również kierunek do Koła oraz Włocławka. Trasa pociągu wyprawionego przez dyżurnego ruchu z centralnego dworca w Sompolnie przecinając ulicę Stodólną (obecnie Henryka Sienkiewicza) prowadziła obok cmentarza parafialnego do Kolonii Wierzbie, Mostek, Przystronia. W Przystroniu jedne tory kierowały „niewielkie wagony” do Włocławka a drugie do Koła. Z „okrągłego miasta” to do Warszawy, to do Poznania, Szczecina czy Łodzi szerokie tory pasażerów prowadziły. Wiele razy z uwagi na przesiadkę w Kole zniecierpliwieni podróżni na zegarek raz po raz zerkali czy aby na pociąg pośpieszny zdążą? Sompolniacy, a szczególnie kolejarze przez wiele lat po torach o wąskim rozstawie organizowali niedzielne wycieczki. Kruszwica, Włocławek, Gniezno, Powidz… były chętnie odwiedzanymi miastami. W latach ubiegłego stulecia na opisywanych torowiskach widać było mały pojazd nabierający prędkości dzięki pracy mięśni ludzkich - nazywał się drezyna, dzisiaj pracując mięśniami, również jedziemy tylko, że rowerem. Jeśli ten artykuł choć trochę zainspiruję Państwa do wspomnień z różnych historycznych wydarzeń Naszej Małej Ojczyzny, to satysfakcja będzie duża. Ścieżki rowerowe niech kierują nas w różne strony kraju jak niegdyś „Nasza Ciuchcia”. Na koniec ciekawostka z pierwszej ręki. Kolejarze, których w okolicy mamy wielu, pamiętają, że w czasie najbardziej śnieżnych i mroźnych zim, sam Święty Mikołaj chcąc dać odpocząć swoim reniferom ciężkie prezenty przewoził wąskotorowym taborem.


Dzień dobry. Bardzo zaciekawił mnie ten wpis, zwłaszcza że mój Tato również pracował na stacji Sompolno (do 1970 roku). Obecnie chodzi mi po głowie pomysł spisania historii rodzinnej, od czasów spędzonych w Sompolnie i wydarzeń z tym miastem związanym, które pozostały w pamięci mojego starszego rodzeństwa. Obydwoje Rodzice już nie żyją, a ja mimo iż w wieku 3 lat z Sompolna wyjechałam jednak czuję się bardziej sompoliczanką niż boboliczanką. Takiej miłości do korzeni nauczył nas nasz Tato. Dlatego też miałabym do Pana prośbę - jeśli posiada Pan w swoim domowym archiwum jakiekolwiek zdjęcia braci kolejarskiej z tamtego okresu (wiem, że kolej była "zmilitaryzowana", ale może..?), budynku stacji czy też tzw."jaskółki" (bo tam krótko też mieszkaliśmy) byłabym wdzięczna za przesłanie. Pozdrawiam i dziękuję za ten artykuł. Jolanta Piekarzewicz
OdpowiedzUsuńDziękuję za ciepłe słowa, przemyślę, czy mogę w tym temacie pomóc. Pozdrawiam
Usuń